Niecodziennik prywatny

Quid quaeritis viventem cum mortuis? Non est hic, sed surrexit.
8/3/2010

Szpitalny tydzień

Pod koniec lutego wybrałem się na rekolekcje dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej. Takie rekolekcje organizowane są w diecezji raz w roku i ich odbycie jest obowiązkowe, jeśli chce się kontynuować posługę. Rekolekcje rozpoczęły się w piątek wieczorem, a już w sobotę przed południem dostałem wiadomość, że Dorota jest w szpitalu. Wróciłem tak szybko, jak tylko mogłem. Na szczęście to nie było nic poważnego – bardzo silny nerwoból. Skończyło się na strachu, ale muszę przyznać, że bardzo tę sytuację przeżyłem.

Później zachorowała Karolina, od środy nie chodziła już do przedszkola, ale przeziębienie szybko jej przeszło.

W piątek przyszła kolej na Wojtka. Na początku mały tylko pokasływał, w sobotę u lekarza dostał diagnozę: początek zapalenia oskrzeli. Przez weekend niewiele się poprawiło i dzisiaj kolejna diagnoza: zapalenie płuc i szpital. Chyba jest jakaś epidemia, bo dzisiaj przyjęto na oddział jeszcze 3 takie maluchy. Dorota ma zamiar siedzieć w szpitalu cały czas, na szczęście ma jeszcze urlop i nie musi myśleć o pracy.

Czeka nas kolejny tydzień spod znaku szpitalnego łóżka.

24/2/2010

Postanowienia wielkopostne

Z dzieciństwa pamiętam swoje postanowienia wielkopostne dotyczące słodyczy. Odkładałem do specjalnego kartonika wszystkie cukierki, którymi obdarowywały mnie ciocie i inni bliscy. Ponieważ był to czas, kiedy wszystko było na kartki cukierki były dla mnie towarem deficytowym i świątecznym, więc odkładanie ich na później wiązało się z dużym wyrzeczeniem.

Przez kilka lat nie miałem żadnych postanowień związanych z Wielkim Postem. Stwierdziłem, że nie mają one sensu, bo i tak nie jestem tym postanowieniom wierny. Wytrzymywałem co prawda jakiś czas, ale niedługo.

W tym roku ponakładało mi się kilka spraw jednocześnie: postanowienia wielkopostne, reguła życia z Domowego Kościoła i brak regularnej modlitwy osobistej. Postanowiłem więc połączyć to wszystko w jedno postanowienie, które ma mi pomóc w regularnej, codziennej modlitwie osobistej. Wyciągnąłem więc zakurzony brewiarz i zacząłem odmawiać jedną modlitwę liturgiczną dziennie – najczęściej są to nieszpory.

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

25/1/2010

Awaria pieca

Temperatury na zewnątrz od jakiegoś czasu zadają kłam prognozom o szybkim ociepleniu klimatu. Całe szczęście, że mam teraz ferie zimowe, bo naprawdę nie chciałoby mi się wychodzić do pracy przy -20° C. Wychodzę co prawda z domu, ale tylko na chwilę, do sklepu i nigdzie dalej.

Niska temperatura spowodowała, że piec gazowy, przy pomocy którego ogrzewamy mieszkanie ma teraz trochę więcej pracy. To zwiększone obciążenie spowodowało, że w piątek rano odmówił współpracy. Zgadzał się jedynie na ogrzewanie ciepłej wody, natomiast nie miał najmniejszego zamiaru zajmować się ogrzewaniem kaloryferów. Na szczęście do czasu przyjazdu serwisanta (który okazał się moim byłym uczniem) temperatura nie spadła zbyt nisko. Okazało się, że problem stwarzał zawór trójdrożny, który z powodu zanieczyszczeń zablokował się na ogrzewaniu tylko bieżącej wody. Dodatkowo uszczelniony został zespół gazowy pieca, z którego wydostawało się trochę (niewiele, ale jednak) gazu. Ostatecznie więc piec został przekonany do dalszej współpracy za cenę pewnego uszczuplenia rodzinnego budżetu. Całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie teraz nie mieć ogrzewania choćby przez kilka dni.

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

17/1/2010

Ferie w różnych terminach

Od kilku już lat ferie zimowe w naszym kraju organizowane są w czterech różnych terminach przydzielonych do poszczególnych województw. Ma to swoje plusy i minusy, do których co roku się wraca i ciągle to samo omawia. Co jakiś czas też odzywają się głosy, że trwają jakieś prace nad zmianą tego systemu, a nawet powrotem do ujednoliconego terminu dla całego kraju.

Znajoma rodzina w tym roku padła ofiarę różnych terminów ferii. Jeden z ich synów chodzi do szkoły w tej samej miejscowości i będzie miał ferie od 18 do 31 stycznia, natomiast starszy syn od tego roku uczy się w liceum w innym województwie i jego ferie przypadają od 15 do 28 lutego. Niestety rodzina nie wyjedzie w tym roku na ferie w komplecie, a najprawdopodobniej nie wyjadą wcale.

Podobne problemy pojawiają się, gdy chce się wyjechać na ferie do rodziny w województwie, w którym są one w innym terminie. I jak tu się integrować z kuzynostwem?

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

28/12/2009

Dzieci w kościele

Staram się unikać niedzielnych mszy świętych, na które przychodzą głównie rodzice z małymi dziećmi. Zwykle wiążą się takie msze z radosnym bieganiem po całym kościele, krzykami i hałasem oraz z infantylnym „dialogowaniem” zamiast normalnej homilii. Chociaż zdecydowana większość uczestników tych mszy to ludzie dorośli, to jednak duszpasterze sprowadzają ich do poziomu malutkich dzieci, które niczego nie rozumieją. Pewnie część faktycznie niewiele rozumie, ale to nie jest powód, aby od wszystkich niewiele wymagać.

Bardzo mi się spodobał artykuł ks. Jacka Świątka zatytułowany Piaskownica w kościele, który opisuje dylematy związane z małymi dziećmi w czasie liturgii:

Propagatorzy niedzielnych Mszy św. dla dzieci zaraz jako czołowy argument wytoczą stwierdzenie, że przecież to wszystko dla dobra najmłodszych. Chodzi przecież o to, aby nie czuły się w murach świątynnych odrzucone i niechciane, żeby rozumiały to, co dzieje się na Eucharystii, aby kierowane szczególnie do nich słowo było przez nie doskonale rozumiane. Całość tej argumentacji sprowadzić można w gruncie rzeczy do starego (przynajmniej od czasów Sokratesa) stwierdzenia, że wiedząc i rozumiejąc wszystko, dziecko będzie zachwycone pobytem w kościele, a prawda wiary bezbłędnie do niego dotrze, automatycznie powodując zgodne z wiarą postępowanie. Problem w tym, że tak nie jest. Nawet w codziennym życiu rodzice nie tłumaczą dzieciom w ich języku wielu spraw, a po prostu wymagają od nich jakiegoś zachowania.

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »