Niecodziennik prywatny

Quid quaeritis viventem cum mortuis? Non est hic, sed surrexit.
25/1/2010

Awaria pieca

Temperatury na zewnątrz od jakiegoś czasu zadają kłam prognozom o szybkim ociepleniu klimatu. Całe szczęście, że mam teraz ferie zimowe, bo naprawdę nie chciałoby mi się wychodzić do pracy przy -20° C. Wychodzę co prawda z domu, ale tylko na chwilę, do sklepu i nigdzie dalej.

Niska temperatura spowodowała, że piec gazowy, przy pomocy którego ogrzewamy mieszkanie ma teraz trochę więcej pracy. To zwiększone obciążenie spowodowało, że w piątek rano odmówił współpracy. Zgadzał się jedynie na ogrzewanie ciepłej wody, natomiast nie miał najmniejszego zamiaru zajmować się ogrzewaniem kaloryferów. Na szczęście do czasu przyjazdu serwisanta (który okazał się moim byłym uczniem) temperatura nie spadła zbyt nisko. Okazało się, że problem stwarzał zawór trójdrożny, który z powodu zanieczyszczeń zablokował się na ogrzewaniu tylko bieżącej wody. Dodatkowo uszczelniony został zespół gazowy pieca, z którego wydostawało się trochę (niewiele, ale jednak) gazu. Ostatecznie więc piec został przekonany do dalszej współpracy za cenę pewnego uszczuplenia rodzinnego budżetu. Całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie teraz nie mieć ogrzewania choćby przez kilka dni.

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

17/1/2010

Ferie w różnych terminach

Od kilku już lat ferie zimowe w naszym kraju organizowane są w czterech różnych terminach przydzielonych do poszczególnych województw. Ma to swoje plusy i minusy, do których co roku się wraca i ciągle to samo omawia. Co jakiś czas też odzywają się głosy, że trwają jakieś prace nad zmianą tego systemu, a nawet powrotem do ujednoliconego terminu dla całego kraju.

Znajoma rodzina w tym roku padła ofiarę różnych terminów ferii. Jeden z ich synów chodzi do szkoły w tej samej miejscowości i będzie miał ferie od 18 do 31 stycznia, natomiast starszy syn od tego roku uczy się w liceum w innym województwie i jego ferie przypadają od 15 do 28 lutego. Niestety rodzina nie wyjedzie w tym roku na ferie w komplecie, a najprawdopodobniej nie wyjadą wcale.

Podobne problemy pojawiają się, gdy chce się wyjechać na ferie do rodziny w województwie, w którym są one w innym terminie. I jak tu się integrować z kuzynostwem?

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

28/12/2009

Dzieci w kościele

Staram się unikać niedzielnych mszy świętych, na które przychodzą głównie rodzice z małymi dziećmi. Zwykle wiążą się takie msze z radosnym bieganiem po całym kościele, krzykami i hałasem oraz z infantylnym „dialogowaniem” zamiast normalnej homilii. Chociaż zdecydowana większość uczestników tych mszy to ludzie dorośli, to jednak duszpasterze sprowadzają ich do poziomu malutkich dzieci, które niczego nie rozumieją. Pewnie część faktycznie niewiele rozumie, ale to nie jest powód, aby od wszystkich niewiele wymagać.

Bardzo mi się spodobał artykuł ks. Jacka Świątka zatytułowany Piaskownica w kościele, który opisuje dylematy związane z małymi dziećmi w czasie liturgii:

Propagatorzy niedzielnych Mszy św. dla dzieci zaraz jako czołowy argument wytoczą stwierdzenie, że przecież to wszystko dla dobra najmłodszych. Chodzi przecież o to, aby nie czuły się w murach świątynnych odrzucone i niechciane, żeby rozumiały to, co dzieje się na Eucharystii, aby kierowane szczególnie do nich słowo było przez nie doskonale rozumiane. Całość tej argumentacji sprowadzić można w gruncie rzeczy do starego (przynajmniej od czasów Sokratesa) stwierdzenia, że wiedząc i rozumiejąc wszystko, dziecko będzie zachwycone pobytem w kościele, a prawda wiary bezbłędnie do niego dotrze, automatycznie powodując zgodne z wiarą postępowanie. Problem w tym, że tak nie jest. Nawet w codziennym życiu rodzice nie tłumaczą dzieciom w ich języku wielu spraw, a po prostu wymagają od nich jakiegoś zachowania.

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

15/12/2009

Spotkania opłatkowe

Niby do świąt jeszcze przeszło tydzień, a ja już łamałem się opłatkiem, i to na dodatek z księdzem biskupem. Wcale mi się nie podoba, że biskupi uczestniczą w tym niepotrzebnym wyprzedzaniu Bożego Narodzenia i rezygnują z piękna adwentowego oczekiwania. Słyszałem jednak, że arcybiskup Gądecki nie zezwala na organizowanie spotkań opłatkowych w adwencie. Chociaż jeden miał odwagę zaprotestować przeciwko rozmywaniu istoty czuwania na przyjście Pana.

Właściwie to można by w ogóle zrezygnować z takich spotkań. Łamanie się opłatkiem to symbol, który ma sens jedynie w gronie rodzinnym, wśród osób związanych ze sobą relacjami o wiele głębszymi niż zwykłe koleżeństwo. Wysyp takich spotkań w pracy, szkole, w organizacjach społecznych i innych gremiach to jest zwykłe nieporozumienie. Takie spotkania tylko wypaczają sens łamania się opłatkiem i świętowania – zwłaszcza gdy spora część uczestników jawnie deklaruje się jako niewierząca czy niepraktykująca.

· · ·

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

4/12/2009

Prezent

Dostałem dzisiaj prezent w postaci przesyłki zawierającej 5 egzemplarzy czasopisma „Kotwica”. Jest to pismo zawierające informacje na temat osób chorych i niepełnosprawnych i właśnie w nim ukazał się artykuł podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Historia jest dość ciekawa.

Dawno temu, kiedy jeszcze studiowałem teologię musiałem napisać pracę zaliczeniową na ćwiczenia z liturgiki. Temat pracy trafił mi się zupełnie nieliturgiczny, ale mając na uwadze specyficzny tryb bycia księdza doktora prowadzącego zajęcia nie buntowałem się zbytnio, tylko napisałem co trzeba. Temat pracy brzmiał: „Złoty wiek życia czy zrezygnowana starość?”. Kiedy otrzymałem już zaliczenie opublikowałem tekst na mojej stronie internetowej zawierającej różne rzeczy związane z teologią.

O sprawie zapomniałem, ciesząc się jedynie przychylnością wyszukiwarki Google, która przez długi czas na słowo kluczowe „starość” wyrzucała mój tekst na 4 miejscu listy wyszukiwań. Całkiem niedawno otrzymałem pytanie, czy zgodziłbym się na wykorzystanie tekstu jako artykułu do wspomnianego wcześniej czasopisma. Nie spodziewałem się, że pisałem ten tekst właśnie po to, żeby ktoś za kilka lat przeczytał go w formie drukowanej. Jak widać nigdy nie wiadomo, jakie są Boże plany. Nie byłem zadowolony z tematu pracy, który dostałem, bo wydawał mi się zupełnie niezwiązany z przedmiotem ćwiczeń. Teraz widzę, że wcale nie musiał mi odpowiadać, aby był komuś przydatny. Osobiście też mam satysfakcję, że moja praca okazuje się komuś potrzebna.