Zaatakował mnie wirus

Po raz kolejny zachorowałem. Tym razem podstawowym objawem choroby jest wyrzucenie długopisów. Po prostu zaaplikowałem sobie jakiegoś dziwnego wirusa, który zmusza mnie do pisania wiecznym piórem. Wygrzebałem z szuflady jakiś stary egzemplarz, załadowałem nabojem i podjąłem walkę o piękne pismo. Niestety to stare pióro trochę już w życiu przeszło i nie spełniało moich oczekiwań. Chociaż pisze się nim lekko i cicho, to jednak potrzebuje ono trochę czasu, żeby się rozpisać. Zwykle pierwsza linia w ogóle nie pojawia się na papierze, co jest dość denerwujące.

Co mam i czego nie mam przy pisaniu

Zostałem niedawno poproszony o napisanie dłuższego tekstu do czasopisma. Jest określony temat, opisany kontekst, no i najważniejsze – wskazany konkretny termin przesłania gotowego artykułu.

Artykuł, jak artykuł. Mniej więcej wiem, co chcę w nim napisać. Mam już ułożone w głowie pewne tezy, mam również pozbieranych trochę materiałów. Co więcej – mam już plik, w którym napisałem pierwszy akapit! Nie mam tylko jednego: weny do pisania.