Byłem dziś na Eucharystii, na której śpiewał chór. W przyszłości będę się starał unikać podobnych sytuacji. I to nie z powodu złej jakości wykonywanych utworów, bo ta była na wysokim poziomie. Po prostu lubię śpiewać, a głupio by wyglądało, gdyby było słychać w kościele tylko mnie i chór. Nikt więcej nie śpiewał, nawet Alleluja, czy znanych kolęd. Jak to powiązać z wprowadzeniem celebransa, w którym były słowa o pomocy chóru w naszym lepszym, pełniejszym przeżywaniu Eucharystii? Moje przeżywanie było z pewnością uboższe... W sytuacji, gdy ludzie w zdecydowanej części nie angażują się we wspólnotowe przeżywanie liturgii, pozbawianie ich widocznego (jeszcze...) znaku wspólnoty wydaje mi się nie na miejscu.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź