Zasmuciła mnie wypowiedź jednego z pedagogów określająca ludzi starających się żyć moralnie jako nienormalnych. Tak jak zaciera się granica między moralnością a niemoralnością, tak też określenia dotyczące normalności zależą od punktu widzenia (czyli od zdolności do samousprawiedliwiania się :-).
Czekam z niecierpliwością, aż ten relatywizm uderzy przede wszystkim w ludzi jemu hołdujących, bo na razie wszyscy muszą ponosić jego konsekwencje, nawet nie mając na to ochoty czy nie wiedząc, czym to grozi (np. uczniowie w/w pedagoga...).
Lecz śmieje się Ten, co na niebie panuje, drwi sobie z nich Pan. (Ps 2,4)
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź