Wydarzenia ostatnich kilkunastu miesięcy pozwalają mi sądzić, że Pan Bóg chce mnie przygotować do jakiegoś nowego zadania. Stopniowo jestem stawiany przed nowymi wyzwaniami i obserwacja z dalszej perspektywy pozwala zauważyć, że mają one pewien wspólny rys i przewartościowują one moje cele w życiu. Może za jakieś naście lat będę już przygotowany? Nie wiem sam, co mam o tym sądzić. W każdym razie zaczynam uwalniać się od różnych zobowiązań, działalność w szkole przestaje być już na pierwszym miejscu, a zaczynam skupiać się na parafii i jej potrzebach. Najpierw spotkania z młodzieżą, potem posługa szafarza, administracja parafialną stroną internetową, następnie rada duszpasterska, okazjonalne prowadzenie nabożeństw – to wszystko układa mi się w pewną całość i przyznaję, że się w tym odnajduję. Jeśli do tego dodam jeszcze tę kilkuletnią formację, którą zdobyłem wcześniej w czasie studiów i nie tylko, to bez żadnych wątpliwości rozpoznaję w moim życiu działanie i prowadzenie przez Boga do kolejnego etapu służby. Czy będzie w niej miejsce na Internet? Nie wiem. Pisanie o sprawach duchowych nie przychodzi mi łatwo.
8 odpowiedzi
Marlena pisze:
Brawo Jacku!
Pomysł to już połowa sukcesu, najważniejsze to nie stać w miejscu…
wiem co to znaczy.
Reszta w szkole…
Kuba pisze:
Najważniejsze to nie stać w szkole… czy jakoś tak…
AniaN pisze:
A tak konkretniej?
Jacek pisze:
Tak konkretniej to się okaże za kilka(naście) lat. Zauważyłem, że jestem do czegoś przygotowywany. Nie wiem do czego, trochę się jedynie domyślam. Odkrywanie swojej drogi nie jest takie proste, czasami idzie się jak we mgle, czasami widać tylko kawałek trasy, a często nawet nie wiadomo, czy kierunek jest prawidłowy. Wiadomo jedynie tyle, że warto tam iść, bo zaplanował to Ktoś, komu na moim szczęściu zależy bardziej niż mnie samemu.
AniaN pisze:
Jeśli wierzysz, że Ktoś „coś” dla Ciebie zaplanował, to znaczy, że to „coś” jest jaby Twoim przeznaczeniem.
Jacek pisze:
Gdyby było to moim przeznaczeniem, to ja nie miałbym wyboru, czy będę to realizował czy nie. Pan Bóg tak sprawy nie stawia. Dostaję zaproszenia do pójścia pewną drogą, co do których ro ja podejmuję decyzję, czy chcę, czy mi to odpowiada i czy ne pewno zgadzam się na to, w czym Pan Bóg by mnie widział.
Uczennica :) pisze:
A ja Wam powiem tyle że jak narazie to przyzwyczaiłam się do błądzenia… swojej drogi jeszcze szukam :) jak to się mówi: „przyjdzie czas będzie rada” :) pozdrawiam
Jacek pisze:
Trzeba się czasami przyzwyczaić do tego, że jest się „nie z tego świata”. Błądzenie też może być drogą, przecież często szczęście znajduje się tam, gdzie się go wcale nie szukało.
Dodaj nową odpowiedź