Profesor Józef Baniak opublikował wyniki badań socjologicznych przeprowadzonych wśród uczniów szkół gimnazjalnych. Kilka fragmentów:
Największy odsetek przebadanych gimnazjalistów, bo ok. 80 proc., przyznaje się do wiary katolickiej. Ale na pytanie otwarte: czym jest dla ciebie wiara? – jedynie 18,7 proc. potrafiło podać przybliżoną definicję wiary Kościoła katolickiego.
Podejrzewam, że gdyby podobne pytanie zadać dorosłym, to wyniki byłyby niewiele lepsze.
Aż 75 proc. badanych deklaruje wiarę w Boga, o jakim naucza Kościół katolicki, ale jedynie 11 proc. potrafiło wymienić cechy Boga według nauki Kościoła katolickiego.
Ciekaw jestem, czy program nauczania religii w gimnazjum w ogóle obejmuje taką tematykę.
Ok. 43 proc. nie potrafi wymienić w porządku chronologicznym dziesięciu przykazań, jeszcze gorzej z wymienieniem sakramentów czy prawd wiary. Nawet wymienienie Osób Trójcy Świętej stwarza problemy, gimnazjaliści włączali do Trójcy Świętej św. Józefa, Matkę Bożą, a nawet innych świętych.
Co ciekawe, dotyczy to osób, które przynajmniej 7 lat mają kontakt z nauczycielami religii, które zostały dopuszczone do kolejnych etapów sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i mają być kontynuatorami tradycji chrześcijańskiej.
Moje obserwacje ze szkolnego podwórka potwierdzają wyniki badań prof. Baniaka. Nie wiem jednak, gdzie szukać przyczyn takiej sytuacji. Właściwie składa się na to tak wiele różnych czynników, że trudno znaleźć jakiś jeden sposób na przeciwdziałanie ignorancji religijnej.
Jest człowiekiem,
Nie obraź się, ale myślę, że nawet religią trzeba zainteresować uczni i dopiero wtedy cokolwiek zapamięta się z lekcji. Jeśli chodzi o lekcje religii z podstawówki to ani jedno zdarzenie nie przychodzi mi do głowy, jedynie pamiętam do dziś myśl – szybciej niech to się kończy, natomiast w szkole średniej ksiądz był tak fajnym gościem, że super się go słuchało. Może to właśnie dlatego tak mało pamięta się z takich lekcji. Każdy jak pamiętam lekcje religii traktował z przymrużeniem oka, niestety to chyba jest norma. Tak naprawdę to w szkole nauczyłam się tylko katechizmu, co też się zatarło z czasem, a pomimo tego traktowałam bardzo poważnie wieczorne modlitwy, tyle że nie na to nie miała wpływu nauka. Chyba zgodzę się z tobą, że i dorośli mieliby blade pojęcie o bardzo wielu sprawach. Zbyt wiele rzeczy nie miało związku z Biblią, a to przecież na tym powinno się opierać nauczanie, a nie formułki stworzone przez Kościół. Siostra nigdy nie czytała nam wersetów (aby się nad tym głębiej zastanowić, wyjaśnić) tylko wymagała kucia na pamięć właśnie sakramentów, czy prawd wiary. Chyba nie tędy droga. Podstawy podstawami, ale gdzie główne żródło nauczania? Takie jest moje zdanie, może mylne, może nie, nie wiem.
Religia w szkole nie jest przedmiotem obowiązkowym, ocena z tego przedmiotu nie wliczana jest do średniej ocen. A więc pewnie są tacy, którzy po prostu olewają religię, chodzą bo mama każe. W podstawówce uczą się katechizmu, bo komunia, w gimnazjum uczą się tego co wymagane jest do bierzmowania. A potem na pewno szybko zapominają, chociaż jak można nie pamiętać 10 przykazań. Najwidoczniej można. U mojej córki w gimnazjum na lekcji religii głównie pani zadawała dwa zadania, grzeczni układali rebusy, a niegrzeczni krzyżówki. Całkiem możliwe, że niektórych z nich będziesz w przyszłym roku szkolnym miał przyjemność uczyć, oby byli to ci „grzeczni”.
Piszesz o ignorancji religijnej. Młodzież teraz wiele rzeczy ignoruje, religia nie jest wyjątkiem. Odbiegnę troszkę od tematu. Uczniowie ignorują nagminnie zadady pisowni i ortografii. Gdy ja zdawałam maturę 3 błędy ortograficzne na języku polskim decydowały o jej powodzeniu. Teraz to się diametralnie zmieniło. Pszeczkole – pisze uczennica kończąca gimnazjum, bardzo dobra uczennica, średnia 5,14.
Muzułmanie nie uczą się religii w szkole, a mimo to wierzą i bardzo dobrze znają swoja wiarę (jak żadni inni wierzący!). Co więc nie tak jest z chrześnijanami?
Uczą się, uczą, w Polsce też. Poza tym w wielu krajach arabskich obowiązujące prawo państwowe jest nierozerwalnie związane z zasadami islamu, który zreszą w założeniu nie uznaje rozdziału życia świeckiego i religijnego.