Organista w naszej parafii jest dość specyficzny. Gra dość dobrze, nawet specjalnie w tym celu jeździł na specjalne doszkalanie, ale śpiew… No nie wychodzi mu to najlepiej. Dość powiedzieć, że jest to człowiek, który nosi aparat słuchowy, więc siłą rzeczy nie zawsze wie, że fałszuje. Jego szczęście, gorzej dla tych, którzy muszą tego słuchać.
Wiadomo, że kiedy ludziom zależy na jakości jakiejś kościelnej uroczystości (zwykle chodzi tu o ślub), to starają się również o to, żeby była na niej odpowiednia oprawa muzyczna. Szukają więc sposobu, jak ominąć naszego Pana Organistę i w jego miejsce wstawić kogoś innego. To nie jest łatwe, bo często dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których na pięć minut przed uroczystością okazuje się, że poproszony inny organista nie może zagrać, bo np. zniknęły klucze do instrumentu. Albo brakuje przewodu do mikrofonu. Albo niczego nie brakuje, tylko nic nie działa. Albo jeszcze coś.
Ksiądz proboszcz wiedząc, że o organistów trudno niespecjalnie chce z tym zrobić porządek, więc tak jest jak jest. Jednak dowiedziałem się, że jest sposób, żeby wilk był syty i owca cała. Okazało się, że jeśli narzeczeni nie chcą naszego organisty na swoim ślubie, to mu płacą, żeby nie przychodził i nie robił problemów!
4 odpowiedzi
krzychu pisze:
To się nazywa pragmatyczne podejście par młodych ;P
A u mnie sytuacja jest chyba odwrotna. W mojej parafii od dwóch lat jest nowa organistka. Nie wiem, czy jestem dość kompetentny, aby ocenić jej warsztat instrumentalny, ale o śpiewie mogę z całą pewnością powiedzieć, że jest bardzo dobry. podoba mi się, jak ona śpiewa. koloryt głosu i tonację ma czystą i dość wysoką - umie wyciągnąć nawet bardzo wysokie partie. Ale to okazało się niespodziewanie problemem! Otóż proboszcz w swoim sprawozdaniu po zeszłorocznej kolędzie odnotował publicznie, iż pojawiły się prośby, aby organistka nie śpiewała tak wysoko, bo niektórzy ludzie nie umieją jej dotrzymać kroku w śpiewie! ;)))
Ja nie rozumiem czemu w ogóle ktoś chce za wszelką cenę śpiewać dokładnie tak, jak wiodący głos organistki - toż to głupota. Enyłej skutek tego jest takie, że biedna kobieta albo nie śpiewa, albo sztucznie usiłuje zniżać głos w śpiewie... boszszsz... paranoja.
Martyna 104 pisze:
No to ciekawy organista ;) HEHE
Jarek pisze:
Problem z organistką która śpiewa "za wysoko" to chleb powszedni w wielu miejscach. Rzadko zdarza się, aby pani za organami nie przekraczała d (ja staram się nie wychodzić poza c w górze). Natomiast stanę w obronie kolegi po fachu - organista jest od grania, a ludzie są od śpiewu. Jeżeli komuś się nie podoba to jak śpiewa - niech stanie na chórze i robi za kantora.
buxtehude pisze:
A ja jestem organistką i nie przekraczam d2 ;P
Dodaj nową odpowiedź