Czy śmierć boli?

Na to i inne pytania związane ze śmiercią odpowiada o. Stanisław Wysocki, karmelita, kapelan szpitala im. J. Dietla w Krakowie:

Raczej nie. Po tylu latach pracy mogę powiedzieć, że tysiące ludzi umarło mi na rękach albo gdy się obok nich modliłem, albo kiedy udzielałem im sakramentu namaszczenia chorych. Wśród nich były może dwie lub trzy osoby, po których widać było, że odchodzą w bólu. Pamiętam pewnego czterdziestoletniego mężczyznę; umierał na raka. Odchodził świadomie niepojednany z Bogiem, ale też niepogodzony z własnym życiem i z jego nieuchronnie nadchodzącym końcem. Całym sobą bronił się przed świadomością rychłej śmierci i odrzucał ją ze złością; ten stan trwał do końca.

Zmarł bardzo gwałtownie, aż przykro było patrzeć. Oczywiście nie mam pewności, ale jako patrzący z boku mógłbym powiedzieć, że jego śmierć bolała. Zazwyczaj jednak jest inaczej. Ludzie, których odwiedzałem przez ostatni tydzień ich życia, często dusili się, męczyli, a w pewnym momencie wszystko się wyciszało, uspokajało, jakby miała nastąpić poprawa… I wtedy umierali. Dlatego myślę, że nie było wiele przesady czy naiwności w tym, jak św. Franciszek nazywał śmierć. To rzeczywiście „siostrzyczka”, bo przychodzi z łagodnością czy nawet z czułością.

Jeden komentarz

  • Ania wrote:

    Dziś akurat rozmawiałam z kimś na temat śmierci. Obie doszłyśmy do wniosku, że z jednej strony ludzie powinni umierać młodo, aby uniknąć starości, ułomności z nią związanych, cierpienia, boleści, ale z drugiej strony w naturze człowieka jest coś w rodzaju mechanizmu obronnego przed śmiercią, no i życie doczesne mimo wszystkich trudności, jest po prostu piękne.

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty.