Ks. Marek Dziewiecki w artykule Ateizm, czyli ahumanizm opublikowanym w Przewodniku Katolickim nr 50/2008 i dostępnym również w wersji on-line w serwisie Opoka przedstawia pokrótce kilka faktów, które utrudniają mu prowadzenie rzetelnej dyskusji z ateistami. Jednym z takich faktów jest niezauważanie konsekwencji, do jakich doprowadziły systemy ateistyczne:
Wspólną cechą ateistów, z którymi miałem kontakt, jest to, że sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli, iż to właśnie systemy ateistyczne doprowadziły do najbardziej okrutnych dyktatur oraz do największych zbrodni w historii ludzkości. W dziejach człowieka żadna marginalna mniejszość — a to takiej należą ateiści — nie dokonała zbrodni na tak wielką skalę, jak właśnie ci, którzy usiłują urządzić świat bez Boga. Wygląda na to, że o ludobójstwach dokonanych przez ateistów wiedzą wszyscy poza... ateistami. Żaden ze spotkanych przeze mnie ateistów nie powiedział, że przeprasza za zbrodnie dokonane przez systemy ateistyczne i że on sam próbuje wyciągać wnioski z najnowszej choćby historii.
W komentarzu do artykułu (wpis dostępny tylko jako cytat w innym komentarzu, oryginał gdzieś zaginął) pewien przypadkowy internauta wyciąga wyświechtany argument w rodzaju „a u was biją murzynów”:
Szczególnie zauroczył mnie fragment o ludobójstwach. Widać, że osoba pisząca nie ma większego pojęcia o historii. O najnowszej może tak, ale nie ocenia się całej grupy na podstawie stu lat. Od Hitlera i Mussoliniego o wiele groźniejsze i tragiczniejsze w skutkach były Wyprawy Krzyżowe, które tak samo jak obozy zagłady płynęły z chorej ideologii i spaczenia jednostek. Albo chociażby Noc Św. Bartłomieja, którą urządzili przecież katolicy hugenotom. Nie przeczę, że nie można zła dzielić na większe i mniejsze. Jedyne co można zrobić to kształtować ludzi aby nie doszło do powtórki. Ani tych z Wypraw Krzyżowych, ani obozów zagłady.
Nieświadomie jednak potwierdza w ten sposób zacytowaną przeze mnie powyżej tezę ks. Marka. W odpowiedzi na jego komentarz pewien Starszy Pan podaje kilka danych, które wyraźnie pokazują skalę problemu:
Liczba ofiar wypraw krzyżowych liczona jest w dziesiątkach tysięcy. Nawet w najbardziej nieprzyjaznych Kościołowi opracowaniach historycznych (byle rzetelnych) nikt nie szacuje ich na więcej niż milion.
Liczbę ofiar samego tylko reżimu stalinowskiego szacuje się na 60 mln ofiar (wliczając w to skutki wielkiego głodu na Ukrainie, wywołanego absurdalną kolektywizacją rolnictwa w tym jednym z najurodzajniejszych zakątków ZSRR). Taką liczbę podaje np. Aleksander Sołżenicyn. Polecam też książkę Thomasa Lane'a, "Ofiary Stalina i Hitlera".
Nie trzeba chyba specjalnie przypominać ofiar reżimu Mao Tse Tunga (ponad 20 mln) albo Pol-Pota (1,7 mln, co stanowiło jedną czwartą ludności Kambodży)...
Liczba ofiar II wojny światowej również szacowana jest na 60 mln osób, przy czym pewna część tej grupy może pokrywać się z ofiarami stalinizmu (np. ofiary głodu na terenach, na których toczyły się zmagania wojenne).
Nawet przy najostrożniejszych szacunkach, w sumie ateistyczne systemy w "cywilizowanym" XX wieku winne są śmierci przynajmniej 100 milionów osób. Jak to się ma do kilkudziesięciu tysięcy ofiar wojen krzyżowych, ciągnących się przez dwa wieki "ciemnego" średniowiecza? Jeśli ktoś nadal twierdzi, że kilkadziesiąt tysięcy to większa liczba niż 100 milionów, to może zamiast zajmować się historią i biologią warto wrócić do podstawowej arytmetyki?
Jak zauważył sam autor w innym artykule: Agresja i epitety, czyli „polemika” w wersji ateistów wpisy w komentarzach i w innych miejscach Internetu ze strony osób broniących ateizmu wyglądały podobnie: albo negowanie oczywistych faktów, albo inwektywy. Tyle w kwestii dyskusji z ateistami…
12 odpowiedzi
A. pisze:
Czy przeczytałeś tekst, do którego odnosi się Marek Dziewiecki a któremu zarzuca negowanie lub inwektywy? Tak się składa, że ja jestem jego autorem. Omawiając tekst owego księdza odnosiłem się do każdego cytowanego u siebie fragmentu. Dziewiecki nigdzie mnie nie cytuje. Moja "negacja" opierała się na solidnych kontrargumentach - choćby wykazujących sam brak logiki w tekstach księdza. Inwektyw zaś nikt do dziś mi nie wskazał. Niestety - ksiądz ten albo nie czytał tego co napisałem, albo licząc na to, że nikt nie potrudzi się o zapoznanie ze źródłem - wmówi komuś odpowiednie fakty, które potwierdzą inne jego kłamstwa.
Jacek pisze:
Przeczytałeś tekst księdza Marka, w którym pisze on o inwektywach? Moim zdaniem nie, bo wtedy byś zauważył, że napisał o nich odnosząc się do portali onet.pl i interia.pl oraz do polemik przesłanych drogą mailową. Twój tekst jest wspomniany dopiero w kolejnym akapicie i w innym kontekście.
A. pisze:
Do Jacka: nie odpowiedziałeś na pytanie. Ja przeczytałem te teksty - musiałem, skoro cytuję je i odpowiadam na "argumenty" tam zawarte. Dziewiecki odniósł się do polemik przesłanych drogą mailową, wszystkie zrównując co do treści a mój tekst podając za przykład tego, co krytykuje: "Czytelnym przykładem w tym względzie może być najobszerniejsza polemika, z jaką się spotkałem...". Sam z resztą kończysz swój tekst "Tyle w kwestii dyskusji z ateistami…" - z ateistami a więc też ze mną, obciążając jak Dziewiecki kolektywnie mnie z innymi tymi inwektywami itp.
Dlaczego ów ksiądz nie odniósł się do ani jednego mojego argumentu - a jedynie neguje lub powtarza swoje hasła nawet nie starając się ich wyjaśnić - zaś o negowanie oskarżasz tu ateistów (bez wskazania - czyli też mnie)? Patrz komu wytykasz błędy.
Jeżeli zaś zgadzasz się z poglądem Dziewieckiego mówiącym, że ateiści odpowiedzialni są kolektywnie za zbrodnie komunizmu (ateiści=komuniści) to odsyłam do ostatniego wpisu na moim blogu.
Anonim pisze:
No nie popisał się ksiądz zbytnio, co tu gadać. To, że wygarnął sobie jakieś zjadliwsze kąski i stwierdził, że źli ateiści się znowu odkryli, to tylko świadczy, że nie ma kontaktu z rzeczywistością i brak mu taktu, aby umieć ocenić jak będą odbierane jego teksty. Więc nie ma co o czekiwać, że dyskusja będzie merytoryczna. Zresztą, czego oczekiwać od faceta, który potrafi przyjść na dyskusję o książce, której nie czytał 'bo nie musi'...
Anonim pisze:
Przeczytalem tylko pierwszy akapit i cytat, wiec odniose sie tylko do nich...
A wiec Ateizm to ideologia ktora nie wize zadna organizacja(jak kosciol), a wiec nie bede zalowal za czyny jakis losowych nie wierzacych. Po drugie Ateizm jest ideologia nie brakiem wiary,a Ateista to osoba nie wierzaca. Ateisci nie maja na koncie ZADNYCH ludobojstw. Chrzescijanie na koncie maja nie tylko wyprawy krzyzowe, ale i przesladowania i wplyw na wszelkie wojny. Co do ludzi jak hitler mussolini itp. nie byli oni ateistami.
szymongo pisze:
Do wiadomości autora tego wpisu: nie ma czegoś takiego jak odpowiedzialność zbiorowa. Odpowiedzialność zbiorową już stosował Stalin i wystarczy. Jestem katolikiem i nigdy nikogo nie zabiłem. A nawet gdybym tak zrobił, to jest to niezgodne z zasadami mojej wiary: V przykazanie - "Nie zabijaj". Co do wypraw krzyżowych czy inkwizycji - te wydarzenia to w większości czarna legenda i wynika z nieznajomości historii. 'Młot na czarownice" potępił papież Aleksander VI od razu po jego powstaniu i księga ta trafiła do listy ksiąg zakazanych. W większości przypadków trybunały inkwizycyjne orzekały tylko o winie. Jeżeli już zasądzały wyroki to były to za zwyczaj nakazy modlitwy, jałmużny itd. Wyroki śmierci i stosy pojawiły się, gdy władcy świeccy przejęli trybunały inkwizycje do realizacji swoich celów (np. Filip Piękny paląc Templariuszy bez zgody Papieża). Skoro byli przekonani o tym, że rządzą z mocy Boga, to każdy zamach na religię traktowali jako zamach na swoją władzę. Dlatego najczęściej najbardziej krwawymi inkwizytorami byli najwięksi przeciwnicy Papiestwa, np. Cesarz niemiecki Fryderyk II. Wg szacunków Briana B. Levacka (historyk o poglądach antykościelnych) zawartych w książce „Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary ok. 300 000 osób. Dwie trzecie (ok. 200 000 osób) spalono w protestanckich Niemczech, ok. 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Katolickiego Anglii! Odsyłam po więcej informacji: http://mlot.blogspot.com/search/label/Historia
WiR pisze:
Oczywiscie ze jest cos takiego jak odpowiedzialnosc zbiorowa ludzie, opowiadajac sie za czyms przyjmuja ryzyko, a wiec rownierz ponosza odpowiedzialnosc. Lecz nikt nie ma tego na mysli, nikt nie wini dzisiejszych chrzescijan (nikt rozsadny) sadzimy religie i jej resultat.
Twoje stwierdzenie ze to jest legenda jest conajmniej smieszne, nie mam pojecia dlaczego dajesz nam link na blogspota, ale jesli to jest twoje zrodlo informacji to kompletna lipa.
Tu nie ma co sie bronic, Chrzescijanstwo jak to religia byla powodem zwad.
Nie wiem czemu niektórzy probuja rownie agresywnie odpowiadac na zarzuty ateistow, moze to lekka hipokryzja, ale nie ma powodu napisac "Ateizm, czyli ahumanizm " (i nie mowic mi tu nic o kontekscie, bo kontekstu tu nie ma).
Tak btw. dla mnie religia to bajka wymyslona dla ludzi ktorzy boja sie smierci, albo potrzebuja motoru ktorym nazwa sensem zycia :)
szymongo pisze:
@WiR: widzę dużo Twojej emocjonalnej argumentcji, jednak żadnych danych i racjonalnych argumentów, w przeciwieństwie do mojego posta.
"dla mnie religia to bajka wymyslona dla ludzi ktorzy boja sie smierci" - Śmieszne ^^ Najbardziej śmierci bał się Jan Paweł II, albo taki ks. Jerzy Popiełuszko, gdy oddawał życie za wiarę? xD Nie mówiąc o ponad 200 mln obecnie prześladowanych chrześcijan w krajach arabskich albo palonych żywcem w swoich kościołach w Indiach. Strach przed śmiercią, dobre xD Jeżeli ktoś chce wierzyć tylko ze względu na strach przed śmiercią, to taka postawa musi się skończyć ateizmem albo jakąś sektą. Traktując Boga jako kogoś, kto gdzieś tam jest daleko i będzie sądził na koniec świata ^^ daleko nie zajedziesz. Nie będziesz poświęcał swojego czasu na uczestnictwo w życiu wspólnoty, na uczestnictwo we Mszach, czytanie Biblii i prawdziwą modlitwę, jeżeli nie wytowrzysz z Bogiem autentycznej relacji osobowej, tak żeby Bóg mógł realnie działać w Twoim zyciu. Tak samo jak jest z relacją z przyjacielem albo dziewczyną. Nie wmówisz sobie, że ktoś Cię kocha. Musisz się otworzyć i doświadczyć tej miłości. To jest logiczne, radzę zacząć myśleć a nie uprawiać bajkomisarstwo i bawić się w mitomanię.
Wir pisze:
Nie chciałem się wdawać w bezsensowna jak dotąd polemikę chyba się zgodzisz ze nic nie wynika z podawaniu takich argumentów.
Co do strachu przed śmiercią, przeczytaj post jeszcze raz, bo chodziło o to ze strach jest powodem do wyznawania a nie na odwrót ^^. No, ale skoro zacząłeś... Ludzie zaczynają wierzyć w momentach kiedy potrzebują oparcia, a ludzie podczas II wojny światowej potrzebowali tego (musisz przyznać mi racje). A sama w wiara w boga nie jest logiczna, masz jakieś podstawy żeby wierzyć? Logika to postępowanie według racjonalnych pobudek. Rozumiem ze możesz w coś wierzyć próbujesz sobie wytłumaczyć co jest po śmierci, bo mógłbyś nie poradzić sobie ze świadomością ze może nic nie być, a im bardziej myślisz o słuszności swojej bać czyjejś argumentacji utwierdzasz się w przekonaniu ze bóg istnieje, jak z Narkotykiem, w końcu przyzwyczajasz się do przyjemnego i kojącego działania, nawet będziesz trochę nie świadomy, powiedzmy tak ze wlecisz w wieżowiec (mam na myśli WTC) za trochę tego proszku. Wiesz co to opium? :)
Nie chce cię przekonać o tym, że boga nie ma, chce żebyś zastanowił się po co wierzysz. Sam nawet mam nadzieje, że każdy człowiek posiada dusze, co do samego boga mam jeszcze większe wątpliwości, ale nie powiem, że go nie ma, ale tez nie powiem ze jest, bo dla mnie oba stwierdzenia są oznaka ignorancji. Jeśli uważasz moją wypowiedź za niespójna to może dlatego, że jeśli w coś wierze to nie mówię, że tak jest tylko że mam głęboką nadzieje.
szymongo pisze:
"Nie chciałem się wdawać w bezsensowna jak dotąd polemikę chyba się zgodzisz ze nic nie wynika z podawaniu takich argumentów" - chyba właśnie Twój świat się wali. Nie chcesz dyskutować to nie odpisuj.
"Ludzie zaczynają wierzyć w momentach kiedy potrzebują oparcia, a ludzie podczas II wojny światowej potrzebowali tego" Co za bzdura! ^^ Nie przeżyłem II wojny światowej ani nic w tym stylu, moja droga z Bogiem nie zaczęła się od jakiegoś kryzysu. Co za bzdura. To śmieszne jak ateiści, ludzie nie mający pojęcia o prawdziwej wierze, relacji z Bogiem, próbują wierzącym tłumaczyć czym jest wiara. Nawet jeśli kiedyś podpierałeś ściany w kościele na Mszy to i tak musisz przyznać, że wszystko co piszesz nt. wiary to tylko Twoje domysły panie racjonalisto. Reszty Twoich bzdur nie będę komentował, zwłaszcza o logicznych pobudkach do wiary w Boga. Zapytam tylko o logiczne pobudki do miłości Twojej żony, dziewczyny, mamy, babci itd. Bóg jest Miłością, Stwórcą Wszechświata, a Ty szukasz logicznych pobudek do miłości hahaha ^^ Po raz kolejny apeluję: skończ z mitami i zacznij żyć.
PS Co do racjonalnych pobudek to takie są, choć wiadomo, że nie mogą być podstawą prawdziwej wiary. To że wiem, że ktoś istnieje wcale nie jest jednoznaczne z tym, że go kocham. Zresztą co ja Ci będę tłumaczył - czuję się jak na katechezie w podstawówce. Wspomniane "racjonalne pobudki" do wiary w Boga znajdziesz tu: http://mlot.blogspot.com/search/label/Nauka albo wystarczy się rozejrzeć: np. każda kultura świata ma przeczucie, że istnieje jakiś bóg, jakaś siła wyższa, niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji. To przeczucie jest wpisane w naszą duszę. Los? przypadek? matka natura? Idziemy dalej: Popatrz na siebie. Piszesz, że nieistnienie Boga jest tak oczywiste, a jednocześnie nie potrafisz przejść obojętnie obok tematu. Sam "zaczepiasz" wierzących. Sam próbujesz mnie przekonać do swoich racji, lecz skoro nie ma Boga, to po co to robisz? Pomyśl tylko.
szymongo pisze:
A wracając do strachu w wierze. Tu masz wideo z zeszłorocznego Spotkania Młodych w Wołczynie organizowanych przez braci Kapucynów, w którym sam miałem wielką radość uczestniczyć :) http://wolczyn.kapucyni.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=230... Pokaż mi strach w tych ludziach! Podaj czas wideo, w którym widzisz strach!
Wir pisze:
Eh,nic nie zrozumiałeś, wszystko rozumiesz na odwrót czuje się jak w podstawówce na Lekcji języka polskiego.
1.Nie chciałem się wdawać w polemikę która nie ma sensu.
2.Ludzie w trudnych chwilach zaczynają wierzyć.To znaczy, jeśli będzie ci ciężko to zaczniesz wierzyć, a ty zrozumiałeś to tak
"Jak nie będzie ci ciężko to nie uwierzysz".
3.Wiem co to wiara, można wierzyć w różne rzeczy nie tylko w boga, to takie trochę ograniczone myślenie nie sądzisz?
Miłość da się logicznie wytłumaczyć, nikt nie próbuje bo po takiej definicji uznaje się, że ktoś nie miał serca.
4.Po raz kolejny mówię, że religia zabija strach, a nie powoduje. Stan A Człowiek bojaźliwy + religia = Stan B człowiek bez strachu...
Powiedziałem, że nie próbuje cię przekonać do nieistnienia boga, lecz do tego, że wiara w niego sama w sobie jest domysłem. A robię to bo czuje moralny obowiązek i dlatego, że ktoś mnie nazwał Ahumanistą ...
W jaki to sposób ja zaczepiłem?
Odnosząc się do linku.
-Intro- Ah więc jak ja będę wierzył w świętego niewidzialnego krowę, który w końcu przyjdzie na ziemie i zamieni ludzi w krowy, to jak udowodnisz mi, że krowa nie istnieje? Jedyny dowód to to że nie ma powodu wierzyć w taką bzdurę. Powołując się na racjonalizm ma się słuszność.
-Fliozofia- w pewnym stopniu odnosi się do punktu 4. . "Człowiek odczuwa więc na podstawie jakieś "wrodzonej", pozarozumowej wiedzy konieczności istnienia życia pozagrobowego" Tak, więc po to jest religia, bo człowiek odczuwa konieczność. Tą koniecznością nie jest właściwie życie po śmierci (Na filozofii przerabiam właśnie Kanta), tylko wola życia, ciało samo w sobie odczuwa wole życia, to jest ta wrodzona konieczność.
-Moralność- To wyczucie dobra. Dobro - działanie na korzyść rasy ludzkiej. W to zalicza się stabilizacja sytuacji społecznej. A to czy była w człowieku od zawsze jest różnie rozpatrywane (przeczytaj Thomas Hobbes). Poza tym te prawa nie musiały być wymyślane, bo fakt człowiek na drodze ewolucji staje się istotą cywilizowaną.
-Świat-Krótko, Gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem, to że coś stało się jak się stało nic nie znaczy. Życie powstało z mikrosfer w oceanie miliony lat temu, jest to udowodnione. Ewolucja podąża dalej bo człowiek dostosowuje się do warunków, próba zmiany jest zapisana w DNA i jest realizowana przy powstaniu życia.Wszystko co w nas jest "skomplikowane" to potrzeba organizmu.
-Cuda- To czy organizm się obroni przed np. Rakiem to loteria, nikt nie rozkłada tu rąk. Organizm może nawet obronić się przed HIV'em ale nie dzieje się tak bo szanse są mniejsze.
-Racjonalistyczna bomba-Dobry wniosek na podstawie wysnutego przez siebie wątku. Bo nie wiemy czy coś nie znanego istnieje możemy tylko sobie tak mniemać, ale nie ma to sensu. Na pytania z dziedziny Fizyki kwantowej nie odpowiem, ale po to są Fizycy żeby nie znane stało się znanym. Poza tym jeśli nie wierze w boga to nie przypuszczam, żeby istniało coś czego ludzki umysł nie obejmie (więc ta "bomba" to paradoks), wątpię żeby w ogóle, było coś takiego czego z czasem człowiek nie ogarnie, Czas pokaże.
Dodaj nową odpowiedź