Niby od kilku dni mam wakacje, ale w tym roku są jakby inne.
Po pierwsze: nie mogę sobie nic zaplanować. Muszę czekać na termin egzaminu na nauczyciela mianowanego i na wyprowadzkę poprzednich właścicieli naszego mieszkania. Bez znajomości tych dwóch dat nie jestem w stanie niczego zrobić.
Po drugie: co to za wakacje, skoro i tak muszę pojawiać się w szkole. Wczoraj jedno spotkanie, w piątek następne, od początku lipca dwa kolejne zadania, które nie wiadomo ile potrwają.
Po trzecie: nic mi się nie chce. To jest jednak objaw permanentny i nie dotyczy jedynie okresu wakacyjnego.
3 odpowiedzi
krzychu pisze:
och, pamiętam, jak moja małżowinka przygotowywała się do tego egzaminu: całość sprowadza się chyba wyłącznie do robienia papieru, do robienia podkładek, takich swoistych dupochronów. nadal mamy gdzieś w zakamarkach garderoby opasły tom papierów dostarczonych na ten egzamin... ;)
Ania pisze:
Ja zdałam sobie wczoraj sprawę, z tego, że wakacje w moim zawodzie to najlepszy czas w roku, oczywiście ma tę wadę, że zbyt krrótko trwa. Wakacje trwajcie:)
Sosunia pisze:
Widzę, że jesteśmy w podobnej sytuacji ;) Tylko, że ja do szkoły nie muszę chodzić :P
Pozdrawiam i życzę, aby jednak udało się coś zaplanować ;)
Dodaj nową odpowiedź