Ostatni tydzień w naszej rodzinie to przede wszystkim oczekiwanie na kupkę, którą Wojtek powinien zrobić. Poprzednia pojawiła się 21 września i od tego czasu wielkie nic. Wiadomo, Dorota się denerwuje, położna szuka rozwiązania problemu, a pani doktor zaczyna wyszukiwać możliwe choroby z tym związane (jak zwykle zresztą). Niby śmieszny problem, ale jakoś do śmiechu nam nie było.
Dzisiaj pierwszy raz zostałem z Wojtkiem sam w domu przez dłuższy czas. Widocznie syn tylko na to czekał, bo po kilkunastu minutach zrobił w pieluchę tyle kupy, że doszło aż do pięt! Masakra! Wszystkim, co mu się uzbierało przez 13 dni potraktował biednego tatę, który nie wiedział, co w takiej sytuacji ma ze sobą zrobić. Jednak jakoś się z tego wygrzebałem – umyłem maluszka, przebrałem go w nowe ciuszki (wszystko do wymiany!) i mogliśmy dalej oglądać telewizor.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź