Dzieci w kościele

Sta­ram się uni­kać nie­dziel­nych mszy świę­tych, na które przy­cho­dzą głów­nie rodzice z małymi dziećmi. Zwy­kle wiążą się takie msze z rado­snym bie­ga­niem po całym kościele, krzy­kami i hała­sem oraz z infan­tyl­nym „dia­lo­go­wa­niem” zamiast nor­mal­nej homi­lii. Cho­ciaż zde­cy­do­wana więk­szość uczest­ni­ków tych mszy to ludzie doro­śli, to jed­nak dusz­pa­ste­rze spro­wa­dzają ich do poziomu malut­kich dzieci, które niczego nie rozu­mieją. Pew­nie część fak­tycz­nie nie­wiele rozu­mie, ale to nie jest powód, aby od wszyst­kich nie­wiele wymagać.

Bar­dzo mi się spodo­bał arty­kuł ks. Jacka Świątka zaty­tu­ło­wany Pia­skow­nica w kościele, który opi­suje dyle­maty zwią­zane z małymi dziećmi w cza­sie liturgii:

Pro­pa­ga­to­rzy nie­dziel­nych Mszy św. dla dzieci zaraz jako czo­łowy argu­ment wyto­czą stwier­dze­nie, że prze­cież to wszystko dla dobra naj­młod­szych. Cho­dzi prze­cież o to, aby nie czuły się w murach świą­tyn­nych odrzu­cone i nie­chciane, żeby rozu­miały to, co dzieje się na Eucha­ry­stii, aby kie­ro­wane szcze­gól­nie do nich słowo było przez nie dosko­nale rozu­miane. Całość tej argu­men­ta­cji spro­wa­dzić można w grun­cie rze­czy do sta­rego (przy­naj­mniej od cza­sów Sokra­tesa) stwier­dze­nia, że wie­dząc i rozu­mie­jąc wszystko, dziecko będzie zachwy­cone poby­tem w kościele, a prawda wiary bez­błęd­nie do niego dotrze, auto­ma­tycz­nie powo­du­jąc zgodne z wiarą postę­po­wa­nie. Pro­blem w tym, że tak nie jest. Nawet w codzien­nym życiu rodzice nie tłu­ma­czą dzie­ciom w ich języku wielu spraw, a po pro­stu wyma­gają od nich jakie­goś zachowania.

(…)

Infan­ty­li­za­cja litur­gii nie doty­czy jed­nak tylko dzie­cia­ków. To pro­blem doro­słych. I to z dwóch powo­dów. Po pierw­sze dla­tego, że litur­gia jest zasad­ni­czo dla ludzi doj­rza­łych. W Dzie­jach Apo­stol­skich przed­sta­wiony został przy­pa­dek, gdy młody chło­piec, usnąw­szy na kaza­niu św. Pawła, spadł z okna. Uzdro­wiw­szy go, Apo­stoł nie robił mu wyrzu­tów, że zasnął i nic nie zro­zu­miał z jego wywo­dów. Miał do tego prawo. Tęsk­nota za „dzie­cię­cymi Mszami” w wyda­niu doro­słych jest raczej poszu­ki­wa­niem wiary łatwej i przy­jem­nej, takiej z żarci­kami o łysych kred­kach itp. Sami będąc infan­tylni w spra­wach wiary, pustkę naszego wnę­trza chcemy przy­kryć kotarą rodem z cyrku i zaba­wami klau­nów. Tylko czy jed­nym z żongle­rów ma być Pan Jezus?

Pole­cam prze­czy­ta­nie całego arty­kułu: http://www.isidorus.net/show/felietony,148,Piaskownica_w_kosciele

Komentarzy 12

  • ewa777 wrote:

    Prze­pra­szam, ale nie bar­dzo rozu­miem, w czym jest pro­blem. Jeśli w nie­dzielę jest osiem mszy, tak jak w moim kościele, a jedna z nich jest skie­ro­wana do dzieci, wydaje mi się, że nie ma tu żadnej dys­kry­mi­na­cji doro­słych . Mogą uczest­ni­czyć w pozo­sta­łych siedmiu.Oczywiście praca z dziećmi w domu to już inna sprawa.
    Pro­blem nato­miast poja­wia się, jeśli, tak jak jest powie­dziane w arty­kule, msze dla doro­słych są zin­fan­ty­li­zo­wane. Z dru­giej jed­nak strony, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że nie wszy­scy muszą być inte­lek­tu­ali­stami. Wykształ­ce­nie teo­lo­giczne nie jest nie­zbędne do zba­wie­nia. Poza tym, na ogół w dużych mia­stach można doko­nać wyboru kościoła, księ­dza, etc.

  • Pro­blem jest w samej idei takiej mszy.

  • Iwona wrote:

    Dzieci mają natu­ralną cią­gotkę do pod­pa­try­wa­nia doro­słych i uczest­ni­cze­nia w „doro­słych” obrzę­dach. Tylko że one też widzą jak rodzice prze­ży­wają litur­gię. Jeśli rodzice przy­szli z obo­wiązku to trudno się dzi­wić dzie­ciom, że nudzą się i męczą. Infan­ty­li­za­cja litur­gii szko­dzi tym dzie­ciom. Nagle ojciec już nie jest tym, który wpro­wa­dza w świat prze­ży­wa­nia Mszy św.Jakby rodzi­nie się coś ode­brało. Akcent jest przesunięty.

  • b-m wrote:

    Arty­kuł ks. Jacka Światka nie przy­padł mi do gustu, z wielu powo­dów:
    – jest iro­niczny, wrecz non­sza­lancki wobec rodzi­ców i dzia­łe­czek, jak nazywa dzieci
    –pro­blem tylko naświe­tla, nie pró­buje go jak­kol­wiek roz­wią­zać, bo pomysł spo­tkan litur­gicz­nych w tygo­dniu to żadne roz­wią­za­nie, gdyz dzieci powinny oswa­jac się z Msza, z Eucha­ry­stią, wraz z rodzi­cami. Rozu­miem, ze cho­dzi o dzieci przed­szkolne, bo szkolne prze­ciez po ławkach nie ska­cza, przed­szkolne nato­miast same na msze nie cho­dza.
    – pisze o infan­tyl­nych rodzi­cach infan­tyl­nych dzieci, nie mowi nato­miast co z takimi infan­tyl­nymi rodzi­cami robic. A moze jakies grupy dusz­pa­ster­skie? Nie ma dla mlo­dych rodzi­cow omal nic. Sa dla stu­den­tow, a potem klops.A dzieci zawsze sa infan­tylne, pro­sze dro­giego ksie­dza, bo taka ich natura. Dzie­cięca.
    – U nas np. w kosciele jest spe­cjalne, oszklone pomiesz­cze­nie z głośnikiem(szkło grube, dźwię­kosz­czelne…) dla malu­chow z rodzi­cami. Gdyby nie bylo cze­gos takiego, sporo rodzi­cow nie mia­loby szans uczest­ni­czyc w nie­dziele na Mszy św.
    – nie cho­dzi także tylko o rozu­mie­nie Mszy, ale pozna­wa­nie stop­niowe tajem­nicy Mszy, poję­cia sacrum, sza­cunku dla spraw waznych, bar­dzo waznych…
    Ksiadz Swią­tek suge­ruje, żeby dzieci nie przy­pro­wa­dzac na msze w nie­dziele, tylko gdzies w salce obok, w tygo­dniu – czy­zby az do czasu Pierw­szej Komu­nii? Czy dopiero w pierw­szej kla­sie?
    Mam czworo dzieci i pro­wa­dza­lam je na msze naj­wcze­śniej jak to było moż­liwe. Dzieki temu nauczyły sie dość szybko zacho­wy­wać sen­sow­nie w kościele.
    – nie pisze ks. Ś. także o tym, że ist­nieją spe­cjalne 3 Modli­twy Eucha­ry­styczne dla Mszy z udzia­łem dzieci, pisze nato­miast, ze litur­gia jest tylko dla ludzi doj­rza­łych. Litur­gia jest dla wszyst­kich – sakra­menty dzia­łają mocą wła­sną…
    – no i wia­domo, że for­ma­cja pod­sta­wowa doty­czaca wielu dzie­dzin, w tym i reli­gij­nej, prze­biega do 7 roku zycia.
    ***
    ks. Sta­ni­sław Pil­śniak, domi­ni­ka­nin, dusz­pa­sterz rodzin tak napi­sał:
    „Dobrze jest, gdy (dziecko – dop. mój) cho­dzi z rodzi­cami na Mszę, widzi, jak się modlą, jak swoją postawą wyra­żają sza­cu­nek, jak zacho­wują mil­cze­nie, odpo­wia­dają na wezwa­nia i wyko­nują okre­ślone gesty. To nic, że jest jesz­cze malut­kie i tro­chę prze­szka­dza”.
    A Bp Antoni Dłu­gosz wspa­niale pisze o litur­gii dla dzieci jako szan­sie dusz­pa­ster­skiej, zupeł­nie w innym duchu niż ks. Świą­tek :
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAK/0101V_01.html
    –nie­stety, malo jest księży, czu­ją­cych dzieci i lubią­cych z nimi pra­co­wać. Widac to po tym, jak im trudno uczyc reli­gii. Trzeba dzieci naprawde kochac i miec duzo wie­dzy o ich eta­pach roz­woju.
    Przy­kła­dem pozy­tyw­nym może tu być wspa­niały inte­lek­tu­ali­sta, cudow­nie cele­bru­jacy msze dla dzieci — nazy­wały sie mszą z Misiem Bart­kiem, który zawsze sie­dział na ambonce i co nie­dziela jakies dziecko mogło go wziąć do domu na tydzień. Mowa o ks. Tischnerze.

  • Ks. Świąt­czak wcale nie pro­po­nuje w tym arty­kule, żeby nie przy­pro­wa­dzać dzieci do kościoła, tylko żeby z ich powodu nie zmie­niać litur­gii. Poza tym widzę, że w wielu miej­scach zga­dzasz się z auto­rem artykułu. :)

    Co cie­kawe, z moich obser­wa­cji wynika, że te same dzieci ina­czej się zacho­wują, gdy są na tzw. „mszy dzie­cię­cej”, a zupeł­nie ina­czej, gdy są na nor­mal­nej mszy. One potra­fią być spo­kojne, wystar­czy nie dawać ogól­nego przy­zwo­le­nia na bie­ga­nie po kościele, bo dzie­ciom wię­cej wolno.

    Jeśli cho­dzi o modli­twy eucha­ry­styczne dla mszy z udzia­łem dzieci, to w ostat­niej edy­cji mszału rzym­skiego (po pol­sku jesz­cze nie­do­stęp­nej) już ich nie ma.

  • b-m wrote:

    Jeśli cho­dzi o modli­twy eucha­ry­styczne dla mszy z udzia­łem dzieci, to w ostat­niej edy­cji mszału rzym­skiego (po pol­sku jesz­cze nie­do­stęp­nej) już ich nie ma”.
    To dobrze, myślisz, czy źle?
    Oto link na ten temat, cie­kawy tekst — odczyt ks. Cze­sława Kra­ko­wiaka na sym­po­zjum „MISTERIUM EUCHARYSTII W ŻYCIU OSÓB KONSEKROWANYCH

    http://www.kkbids.episkopat.pl/anamnesis/17/10.htm

  • Nie wiem, jakimi powo­dami się kie­ro­wano usu­wa­jąc te ME z mszału. Podej­rze­wam, że to posu­nię­cie jak zwy­kle ma dobre i złe strony.

    Z moich oso­bi­stych doświad­czeń wynika, że te modli­twy czę­sto były wyko­rzy­sty­wane nie­wła­ści­wie, np. na mszach, w któ­rych dzieci sta­no­wiły tylko nie­wielką część uczestników.

  • b-m wrote:

    Myslę, że był to swietny pomysł z tymi ME. Uczy­łam nie tak dawno reli­gii w szkole, wiec cos tam wiem na ten temat, mam ponadto wla­snych dzieci tro­chę. Jesli nawet modli­twy te byly wyko­rzy­sty­wane nie tak jak w zamy­sle, to czy nie lepiej było poedu­ko­wac cokol­wiek tych, który zmie­niali, ani­zeli likwi­do­wac je? To tro­che tak, jakby prze­stac pro­du­ko­wac noże, bo sa ludzie, któ­rzy zamiast kroić nimi cheb, zabi­jają nozami nie­win­nych ludzi…

  • Ewelinka1902 wrote:

    Po prrze­czy­ta­niu tego artu­kułu tro­chę zaczy­nam się zasta­na­wiać jaki sens, w takim przy­padku, ma pro­wa­dze­nie scholi dzie­cię­cych, prze­ro­wa­dza­nie z dziecmi roz­nych akcji itp… Bo z art. wynika, że w sumie nie ma to sensu.
    A idąc dalej tym tokiem rozu­mo­wa­nia, nie bedziemy robic nic ani dla dzieci, ani dla mlo­dziezy, wszyt­sko bedzie jed­na­kowe i powa­zne, zeby nie udziw­niac litur­gii.
    Tylko, ze nie kazdy w takiej »litur­gicz­nej litu­rii« umie się odna­leźć i cza­sami wla­snie przez cos takiego zaczyna gdzies »gubic« Boga…

  • jacek maj. wrote:

    Czym sko­rupka …” myślę że w dzi­siej­szym świe­cie pro­wa­dza­nie dzieci na mszę św.jest pod­sta­wo­wym obo­wiąz­kiem chrześcijanina,bo gdzie mają” nasiąk­nąć” wiarą?Zbytnio nie przej­mujmy się formą ‚oprawą,ale treścią.Jeśli dziecko będzie od małego widziało nas rodzi­ców ‚opie­ku­nów ‚dziad­ków że w cza­sie eucha­ry­stii ‚my doro­śli trak­tu­jemy litur­gię jako coś najważniejszego,co głę­boko i auten­tycz­nie przeżywamy,to na pewno będzie ono umiało prze­nieść wiarę swoim dzieciom.My mamy im zapew­nić warunki aby były depo­zy­ta­riu­szami naszych wartości.

  • No tak, tylko żeby trak­to­wać litur­gię jak coś naj­waż­niej­szego i ją głę­boko prze­ży­wać, to nie można z niej robić kabaretu.

  • jack wrote:

    Mam wra­że­nie, że dzia­ła­nie dla dzieci prze­sła­nia wszystko. Czy ze względu na dzieci infan­ty­li­zu­jemy np. obrzędy pogrzebu, skoro one w nich uczest­ni­czą? Czy ze względu na dzieci wpro­wa­dzamy szcze­góle zacho­wa­nia w miej­scach pamięci naro­do­wej? Czy ze względu na dzieci dosto­so­wu­jemy do nich np. zasady ruchu dro­go­wego? Wpro­wa­dze­nie w litur­gię nie musi ozna­czać zmiany litur­gii nawet w dosto­so­wa­niu. Sto­jąc przed świa­tłami na skrzy­żo­wa­niu tłu­ma­czysz dziecku, ale nie zmie­niasz świa­tła. O to cho­dzi w tym artykule.

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty.