Mocne nerwy

Czę­sto mam pro­blem z napi­sa­niem kolej­nego wpisu na blogu, ponie­waż żaden z przy­cho­dzą­cych mi do głowy tema­tów nie jest na tyle obszerny, żeby opła­cało się uru­cha­miać szare komórki i panel admi­ni­stra­cyjny bloga. Jed­nak od jakie­goś czasu czy­tuję codzien­nik irlandzki i posta­no­wi­łem ukraść auto­rowi pomysł na pisa­nie o wielu spra­wach w jed­nym wpisie.

· · ·

Na dzi­siej­szej wizy­cie u sto­ma­to­loga usły­sza­łem, że mam mocne, grube nerwy. Dosłow­nie grube, bo wszyst­kie trzy można było zoba­czyć po wycią­gnię­ciu z zęba trzo­no­wego. Nie­stety więk­szość lecze­nia sto­ma­to­lo­gicz­nego koń­czy się u mnie lecze­niem kana­ło­wym. Niby uby­tek w zębie nie­wielki, a po roz­wier­ce­niu oka­zuje się, że cały środek jest już wyżarty i tylko mury obronne dla nie­po­znaki zostały.

· · ·

Dzi­siaj Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyjny uznał, że wli­cza­nie oceny z reli­gii do śred­niej ocen jest zgodne z kon­sty­tu­cją. Cie­szę się z tego wyroku i mam nadzieję, że zakoń­czy on trwa­jące od dłu­giego czasu prze­py­chanki zwią­zane z tą oceną. Sam pamię­tam, ile było zamie­sza­nia w naszej szkole. Naj­pierw ocena nie była wli­czana do śred­niej, bo nikt nie wpadł na pomysł, że może być ina­czej. Ponie­waż była to sprawa, którą można było roz­wią­zać odpo­wied­nim wpi­sem w sta­tu­cie szkoły i ktoś w końcu się tym zajął prze­pro­wa­dzono refe­ren­dum wśród uczniów, rodzi­ców i nauczy­cieli. Zde­cy­do­wana więk­szość uczest­ni­ków chciała, by ocena była wli­czana do śred­niej i tak się stało. Po sze­ściu mie­sią­cach nowa mini­ster edu­ka­cji Kry­styna Łybacka wpro­wa­dziła odgórny prze­pis, że jed­nak nie należy tej oceny wli­czać. Po kilku latach kolejny mini­ster edu­ka­cji, czyli Roman Gier­tych zmie­nił tę zasadę. Gdyby po dwóch latach wyrok try­bu­nału był inni i znowu zmie­niły się zasady, to wię­cej byłoby z tego zamie­sza­nia szkody niż pożytku dla kogokolwiek.

· · ·

Mia­łem pro­po­zy­cję nie do odrzu­ce­nia: zostać św. Miko­ła­jem dla dzieci ze wspól­noty para­fial­nej. Długo się zasta­na­wia­łem, aż w końcu zde­cy­do­wa­łem, że mogę być jako Miko­łaj „awa­ryjny”, gdyby nikt lep­szy się nie zna­lazł. Na moje i dzieci szczę­ście już się znalazł.

Brak komentarzy

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty.