Niecodziennik prywatny

Quid quaeritis viventem cum mortuis? Non est hic, sed surrexit.
15/12/2009

Spotkania opłatkowe

Niby do świąt jeszcze przeszło tydzień, a ja już łamałem się opłatkiem, i to na dodatek z księdzem biskupem. Wcale mi się nie podoba, że biskupi uczestniczą w tym niepotrzebnym wyprzedzaniu Bożego Narodzenia i rezygnują z piękna adwentowego oczekiwania. Słyszałem jednak, że arcybiskup Gądecki nie zezwala na organizowanie spotkań opłatkowych w adwencie. Chociaż jeden miał odwagę zaprotestować przeciwko rozmywaniu istoty czuwania na przyjście Pana.

Właściwie to można by w ogóle zrezygnować z takich spotkań. Łamanie się opłatkiem to symbol, który ma sens jedynie w gronie rodzinnym, wśród osób związanych ze sobą relacjami o wiele głębszymi niż zwykłe koleżeństwo. Wysyp takich spotkań w pracy, szkole, w organizacjach społecznych i innych gremiach to jest zwykłe nieporozumienie. Takie spotkania tylko wypaczają sens łamania się opłatkiem i świętowania – zwłaszcza gdy spora część uczestników jawnie deklaruje się jako niewierząca czy niepraktykująca.

· · ·

Ostatnie rozmowy w gronie bliskich wyraźnie pokazały mi problem niekompetencji osób decydujących o sprawach personalnych w Kościele. Nie mam tutaj akurat na myśli hierarchii (chociaż też nie jest najlepiej), tylko wybieranie przez księży nieodpowiednich osób wśród świeckich do pełnienia różnych funkcji czy posług. Czasami jest to wybór wg tak dziwnego klucza, że prowadzi wręcz do paradoksów: niewierzących kościelnych, organistów z wadą słuchu, doradców życia rodzinnego będących po rozwodzie i innych podobnych przykładów. Nie potrafię wskazać przyczyn, dla których niektórzy proboszczowie wybierają do współpracy osoby niekompetentne i nieprzygotowane do swojej roli.

· · ·

Dobrym sprawdzianem, czy człowiek faktycznie potrafi innym pomagać, czy też robi to tylko na pokaz jest opieka nad niemowlęciem. Taki opiekun zostaje praktycznie pozbawiony własnej woli. Nawet wyjście do ubikacji jest uzależnione od decyzji niemowlęcia. Nie ma sposobu na przekonanie dziecka, że ma poczekać. To jest prawdziwy sprawdzian służby bliźniemu. Chyba go nie zdałem, bo ciągle się przeciwko takiemu stanowi rzeczy buntuję.

Podobne wpisy:

Jedna odpowiedź:

  1. Co do spotkań opłatkowych, zgadzam się w 100%. Nie cierpię ich, a dzielenie się opłatkiem i składanie życzeń komuś, kogo niemal lub zupełnie nie znam, jest dla mnie męczarnią. Przeszkadza mi jeszcze inna rzecz w Adwencie, zakłócająca czekanie, o którym piszesz – śpiewanie i słuchanie kolęd. Dziś ktoś mi powiedział, że przecież po Świętach to już nie ma sensu ich śpiewać.

Zostaw komentarz