W szkole trwa biurokratyczna biegunka. Góra tworzy coraz więcej dokumentów, w których przypominane są różne rzeczy, mniej lub bardziej oczywiste. Najważniejszy w pracy nauczyciela staje się jego podpis w różnych miejscach: że się zapoznał, że się zgadza, że był i akceptuje, że pracuje, że zrealizował, że poinformował itd. Doszło do tego, że niektórzy z kolegów i koleżanek zaczęli podpisywać się nawet tam, gdzie nie trzeba – np. podpisali się w dzienniku 3 maja oraz na wszelki wypadek jeszcze 3 i 4 czerwca (wszystkie te dni są ustawowo wolne od zajęć edukacyjnych). Inni to podpatrzyli i też się podpisali, a nawet zaczęli wymuszać to na pozostałych.
Nie da się tego opisać. Gdy próbowałem protestować, niektórzy nic nie mówili, inni na pytanie „po co podpisali się w dzień wolny” odpowiedzieli, że na wszelki wypadek, że nie zaszkodzi. Tylko kilka osób miało odwagę głośno powiedzieć, co o tym wszystkim myślą.
Dochodzą do tego przedstawione niedawno procedury BHP, z których wynika, że nauczyciel odpowiada za wszystko, nawet za to, na co nie ma żadnego wpływu. Wykonanie tych procedur zajmuje tyle czasu, że nie ma już kiedy uczyć. Może o to właśnie chodzi. Nawet uczniowie już się z tego śmieją. Bardziej doświadczeni nauczyciele nawet nie próbują.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź