Tradycyjnie, bo już od kilku lat wrzesień kojarzy mi się ze spaniem. Mój plan dnia po powrocie do pracy po wakacjach wygląda zwykle tak: pobudka, praca, obiad, sen, kolacja, rodzina, sen. I tak w kółko, z niewielkimi różnicami w sobotę i niedzielę.
Na dłuższą metę jest to bardzo uciążliwe, tak dla mnie, jak i dla mojej rodziny. Chodzę nieprzytomny, w domu niewiele jestem w stanie zrobić, a na dodatek wieczorem nie mam dostępu do wydzielonego mi miejsca pracy, bo w tym samym pokoju śpi już Wojtek.
Najgorsza jest w tym wszystkim świadomość, że kiedy już mój organizm się przystosuje, to akurat wtedy będzie zmiana czasu z letniego na zimowy i znowu wszystko się rozreguluje.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź