Dzisiaj zakończyły się w mojej parafii pierwsze w historii „Wrześniowe Wieczory Rodzinne”. Polegały one przede wszystkim na tym, aby dać małżonkom możliwość wspólnego uczestniczenia w Eucharystii i wysłuchania konferencji o tematyce małżeńskiej. W tym samym czasie dzieci miały zajęcia plastyczne w salce parafialnej.
Organizacja trochę kulała, ale ostatecznie udało się dopiąć różne sprawy i wystartowaliśmy. Ksiądz głoszący konferencje przyjął za temat błogosławieństwa i przedstawił je pod kątem relacji małżeńskich. Mówił mądrze, chociaż trochę długo. Nie zapamiętałem zbyt wiele, ale chyba nie o to chodziło, żebym zapamiętywał.
Myślę, że najważniejsze dla mnie w tych spotkaniach były dwie rzeczy. Przede wszystkim mogłem przeżywać Eucharystię z żoną siedzącą obok mnie. Jest to dla mnie ważne, bo zwykle służę przy ołtarzu i nie mam zbyt wielu okazji, żeby siedzieć w ławce. Zwykłe bycie razem, siedzenie przez godzinę obok siebie. Brakowało mi tego. Drugą ważną sprawą była obecność innych małżeństw, przede wszystkim z Domowego Kościoła. Wiernie przychodzili i znajdowali czas, pomimo różnorodnych trudności.
W tym roku frekwencja nie była oszałamiająca, ale biorąc pod uwagę fakt, że prawie nie było reklamy to i tak jest dobrze. Mamy już pewne doświadczenia i za rok będzie można wykorzystać pomysły, które wiele osób zgłaszało na końcowym spotkaniu przy kawie i ciastkach.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź