W Kościele od czasu do czasu zapadają różnego rodzaju decyzje personalne. Dotyczą one nie tylko księży i ich pracy duszpasterskiej, ale również osób świeckich angażujących się w różnego rodzaju inicjatywy i wspólnoty.
Ludzkie spojrzenie na te decyzje jest bardzo proste. Powinno się wybierać ludzi możliwie jak najbardziej kompetentnych do wykonania zadania. Jednak spojrzenie na proces wybierania ludzi do posługi z perspektywy religijnej wydaje się inne. Oprócz oczywistych zdolności często w grę wchodzi jeszcze postawa kandydatów, rozmodlenie czy czasami nawet wizja Kościoła, którą w sobie noszą.
Mówi się czasami, że w Kościele promowani są ludzie BMW – bierni, mierni, ale wierni. To nie do końca prawda. To, że po ludzku ktoś się nie nadaje do jakiejś posługi nie oznacza, że Pan Bóg nie ma wobec tych ludzi swoich planów. Czy któryś z apostołów na po ludzku nadawał się do apostołowania? Pan Bóg lubi zaskakiwać i często przedstawia wręcz nieprawdopodobne rozwiązania problemów. Wysłuchuje modlitw, ale nie zawsze tak, jak byśmy tego chcieli. Widzi więcej, dlatego nie kieruje się tylko zewnętrznymi oznakami kompetencji.
Piszę te słowa mając na uwadze decyzje personalne w Kościele, które od kilku lat dotykają mnie bezpośrednio lub pośrednio. Sens niektórych z nich widać dopiero po dłuższym czasie, a pozostałe pewnie zrozumiem dopiero na Sądzie Ostatecznym.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź