Żona w pracy, a ja zamiast iść spać siedzę i myślę.
Jest wiele spraw, w których powinienem mocno nad sobą popracować. Na zewnątrz być może wydaję się innym poukładany, dojrzały i odpowiedzialny, jednak w porównaniu z moją żoną wypadam blado. Nadrabiam za to wygadaniem, bo ona jakoś niespecjalnie chce się odzywać.
Współpraca z żoną w zaangażowaniu religijnym wymaga ode mnie cierpliwości. Ja najchętniej pobiegłbym kilometry do przodu i podjął się wielu różnych spraw. Dorota woli poczekać, musi do niektórych decyzji dojrzeć. Nie lubię czekać, ale wiem, że powinienem. Ostatecznie ważniejsza dla naszego rozwoju jest współpraca niż wyścigi. Muszę się ciągle tego uczyć. Także tego, że żona nie jest mną, inaczej widzi różne rzeczy, a nawet ma inne zdanie na różne tematy.
Kiedy byliśmy niedawno na dniu wspólnoty diakonii diecezjalnych w Markowicach, to Dorota zauważyła, że ja wciąż za szybko chodzę i ona nie może za mną zdążyć. Przez to też nie słyszy, co do niej mówię, bo jest stale za mną, a nie obok mnie. To jest wyraźny znak, pokazujący mi, co muszę zmienić.
Rezygnacja z własnych pragnień i dążeń, z błyszczenia w towarzystwie, zaangażowania i pokazywania się gdzie się da. Ciężka sprawa dla człowieka, który przyzwyczaił się do pochwał i stałego podkarmiania własnego ego.
Brak odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź