Niecodziennik prywatny

Quid quaeritis viventem cum mortuis? Non est hic, sed surrexit.
15/12/2009

Spotkania opłatkowe

Niby do świąt jeszcze przeszło tydzień, a ja już łamałem się opłatkiem, i to na dodatek z księdzem biskupem. Wcale mi się nie podoba, że biskupi uczestniczą w tym niepotrzebnym wyprzedzaniu Bożego Narodzenia i rezygnują z piękna adwentowego oczekiwania. Słyszałem jednak, że arcybiskup Gądecki nie zezwala na organizowanie spotkań opłatkowych w adwencie. Chociaż jeden miał odwagę zaprotestować przeciwko rozmywaniu istoty czuwania na przyjście Pana.

Właściwie to można by w ogóle zrezygnować z takich spotkań. Łamanie się opłatkiem to symbol, który ma sens jedynie w gronie rodzinnym, wśród osób związanych ze sobą relacjami o wiele głębszymi niż zwykłe koleżeństwo. Wysyp takich spotkań w pracy, szkole, w organizacjach społecznych i innych gremiach to jest zwykłe nieporozumienie. Takie spotkania tylko wypaczają sens łamania się opłatkiem i świętowania – zwłaszcza gdy spora część uczestników jawnie deklaruje się jako niewierząca czy niepraktykująca.

· · ·

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

4/12/2009

Prezent

Dostałem dzisiaj prezent w postaci przesyłki zawierającej 5 egzemplarzy czasopisma „Kotwica”. Jest to pismo zawierające informacje na temat osób chorych i niepełnosprawnych i właśnie w nim ukazał się artykuł podpisany moim imieniem i nazwiskiem. Historia jest dość ciekawa.

Dawno temu, kiedy jeszcze studiowałem teologię musiałem napisać pracę zaliczeniową na ćwiczenia z liturgiki. Temat pracy trafił mi się zupełnie nieliturgiczny, ale mając na uwadze specyficzny tryb bycia księdza doktora prowadzącego zajęcia nie buntowałem się zbytnio, tylko napisałem co trzeba. Temat pracy brzmiał: „Złoty wiek życia czy zrezygnowana starość?”. Kiedy otrzymałem już zaliczenie opublikowałem tekst na mojej stronie internetowej zawierającej różne rzeczy związane z teologią.

O sprawie zapomniałem, ciesząc się jedynie przychylnością wyszukiwarki Google, która przez długi czas na słowo kluczowe „starość” wyrzucała mój tekst na 4 miejscu listy wyszukiwań. Całkiem niedawno otrzymałem pytanie, czy zgodziłbym się na wykorzystanie tekstu jako artykułu do wspomnianego wcześniej czasopisma. Nie spodziewałem się, że pisałem ten tekst właśnie po to, żeby ktoś za kilka lat przeczytał go w formie drukowanej. Jak widać nigdy nie wiadomo, jakie są Boże plany. Nie byłem zadowolony z tematu pracy, który dostałem, bo wydawał mi się zupełnie niezwiązany z przedmiotem ćwiczeń. Teraz widzę, że wcale nie musiał mi odpowiadać, aby był komuś przydatny. Osobiście też mam satysfakcję, że moja praca okazuje się komuś potrzebna.

3/12/2009

Piesze wędrówki

Od dwóch dni chodzę do pracy pieszo, ponieważ samochód się zbuntował – konkretnie akumulator się wyczerpał. Zawsze chciałem wrócić do pieszych wędrówek, ale lenistwo brało górę nad rozsądkiem. Teraz przymuszony stwierdzam, że da się przeżyć. Teść wspomniał przy okazji, żebym do niego podjechał, to podładujemy ten nieszczęsny akumulator. Tylko jak ja mam podjechać, skoro do tego potrzebuję sprawnego samochodu? Baronem Münchhausenem to ja jednak nie jestem.

Problemy z samochodem przypomniały mi, że miałem zamiar zmienić wóz na coś nowszego. Mając nadzieję na duże obniżki grudniowe przejrzałem oferty kilku firm motoryzacyjnych i ochota mi odeszła. Niestety nie stać nas na takie wydatki, nawet gdybyśmy wzięli kredyt. Jedyna nadzieja w samochodach używanych, ale tutaj trochę się obawiam, że sprzedający opchnie mi jakiegoś rzęcha. Nigdy nie wiadomo, co w takim używanym aucie siedzi i czy nie wyrzuca się ostatnich oszczędności w błoto.

2/12/2009

Mocne nerwy

Często mam problem z napisaniem kolejnego wpisu na blogu, ponieważ żaden z przychodzących mi do głowy tematów nie jest na tyle obszerny, żeby opłacało się uruchamiać szare komórki i panel administracyjny bloga. Jednak od jakiegoś czasu czytuję codziennik irlandzki i postanowiłem ukraść autorowi pomysł na pisanie o wielu sprawach w jednym wpisie.

· · ·

Na dzisiejszej wizycie u stomatologa usłyszałem, że mam mocne, grube nerwy. Dosłownie grube, bo wszystkie trzy można było zobaczyć po wyciągnięciu z zęba trzonowego. Niestety większość leczenia stomatologicznego kończy się u mnie leczeniem kanałowym. Niby ubytek w zębie niewielki, a po rozwierceniu okazuje się, że cały środek jest już wyżarty i tylko mury obronne dla niepoznaki zostały.

· · ·

Przeczytaj dalszy ciąg wpisu »

25/11/2009

Mało piszę, bo…

Niewiele ostatnio piszę tutaj i w innych miejscach. Nie mam na to czasu, nie mam na to siły. Chodzę jak w kieracie, a poza tym sporo śpię, nawet w dzień. Po prostu wracam z pracy, jem obiad i zasypiam. W nocy oczywiście również śpię (około 8 godzin). Na dokładkę zdarza mi się głośno mówić do siebie, z czego czasami wynikają rozmaite śmieszne komentarze Doroty, a nawet dziwne spojrzenia osób postronnych.

Wiem, że powinienem odpocząć. Niestety z tej wiedzy niewiele wynika, a nadziei na zmiany nie widać.