samochód

Piesze wędrówki

Od dwóch dni chodzę do pracy pieszo, ponieważ samochód się zbuntował – konkretnie akumulator się wyczerpał. Zawsze chciałem wrócić do pieszych wędrówek, ale lenistwo brało górę nad rozsądkiem. Teraz przymuszony stwierdzam, że da się przeżyć. Teść wspomniał przy okazji, żebym do niego podjechał, to podładujemy ten nieszczęsny akumulator. Tylko jak ja mam podjechać, skoro do tego potrzebuję sprawnego samochodu? Baronem Münchhausenem to ja jednak nie jestem.

Problemy z samochodem przypomniały mi, że miałem zamiar zmienić wóz na coś nowszego. Mając nadzieję na duże obniżki grudniowe przejrzałem oferty kilku firm motoryzacyjnych i ochota mi odeszła. Niestety nie stać nas na takie wydatki, nawet gdybyśmy wzięli kredyt. Jedyna nadzieja w samochodach używanych, ale tutaj trochę się obawiam, że sprzedający opchnie mi jakiegoś rzęcha. Nigdy nie wiadomo, co w takim używanym aucie siedzi i czy nie wyrzuca się ostatnich oszczędności w błoto.

Dostałem mandat

Wczoraj dostałem pierwszy mandat, w wysokości 50 zł oraz 1 punkt karny. Zaparkowałem w odległości mniejszej niż 15 m od znaku informującego o przystanku autobusowym – nie zwróciłem na niego uwagi. Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Policjant pocieszył mnie, że on już zarobił dwa mandaty, na dodatek od swoich przełożonych, ale jakoś mnie to nie podniosło na duchu.