Ołówek
Jeden z uczniów pożyczył mojej koleżance geografce ołówek. Lekcja się skończyła, oboje o ołówku zapomnieli. Nic wielkiego, zdarza się.
Sprawa pewnie by się zakończyła przy okazji następnej lekcji geografii, ale jednak uczeń przypomniał sobie o ołówku na moich zajęciach. Zauważył, że mam taki sam ołówek, więc uznał, że to jest jego własność. Za nic w świecie nie mógł zrozumieć, że ludzie mogą mieć takie same ołówki, a skoro pożyczył swój konkretnej osobie, to nie może się domagać zwrotu własności od innego człowieka.
Ja z kolei nie jestem w stanie zrozumieć toku myślenia tego młodzieńca. Gdyby to się wydarzyło w szkole podstawowej, to tylko pokiwałbym z politowaniem głową, ale w szkole średniej? Boję się, co będzie dalej. Pewnie jak będzie dorosły, to pożyczy komuś samochód, a potem przyjdzie do mnie domagając się jego zwrotu.
Ministerialne pomysły
Nie mam w ogóle zaufania do działań podejmowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pomysły, które pojawiają się od jakiegoś czasu mają na celu jedynie oszczędności i są całkowicie oderwane od rzeczywistości szkolnej.
Najpierw dodatkowe godziny, za które nauczyciele nie otrzymują wynagrodzenia i których realizacji wygląda dobrze tylko na papierze. Ostatnio dziwne próby zmian w Karcie Nauczyciela, a teraz szukanie argumentów za podniesieniem pensum.
Dyrektor na lekcji
Jednym z elementów nadzoru pedagogicznego jest hospitacja, ostatnio nie wiadomo dlaczego nazywana obserwacją. Taka hospitacja polega na tym, że dyrektor przychodzi na lekcję i obserwuje pracę nauczyciela oraz uczniów.
Dzisiaj miałem hospitację. W zasadzie nic nowego, trochę ich już przeżyłem, ale jednak się denerwowałem. Odzwyczaiłem się od takich wizyt, w ostatnich latach szczęśliwie mnie omijały. Nerwy nerwami, ale największy problem jest zwykle z uczniami. Choćby byli nie wiadomo jak rozbrykani, to przy dyrektorze łagodnieją i stają się potulni jak baranki. Nie wydają z siebie najmniejszego dźwięku. Nie jestem przyzwyczajony do takiej ciszy na zajęciach. Bardzo trudno jest też takich uczniów zmobilizować do aktywności. Nie jestem przyzwyczajony do takich uczniów i nie wiem, czego można się po nich spodziewać.
Uczę się od uczniów
Znane jest powiedzenie „Z kim przestajesz, takim się stajesz”. Odkrywam głęboką prawdę ukrytą w tym przysłowiu na własnym przykładzie.
Wiele czasu spędzam z uczniami w szkole i zauważam, że w wielu sprawach dostosowałem się do nich, zamiast być wzorem. Poza tym odczuwam pustkę w głowie, nic mi się nie chce, za to mam wiele do powiedzenia we wszystkich sprawach świata. Łatwo się irytuję i nie potrafię się skoncentrować.
Co będzie dalej?
Jak pozbyć się problemu
Na terenie szkoły oprócz miejsca dla uczniów, placu apelowego, przejść i trawników jest także miejsce dla samochodów. Dzięki temu zmotoryzowani pracownicy, a czasami także uczniowie mogą wygodnie zaparkować bez potrzeby szukania wolnych miejsc na miejskich parkingach (które zwykle i tak są zapchane). Ta sielanka jednak jest już przeszłością.
Jak to na parkingach bywa, czasami ktoś nieostrożny źle oceni odległość i uszkodzi cudzy samochód. Ostatnio uczeń uszkodził pojazd uczennicy, a potem zwiał. Skoro zwiał, to trzeba było rozmawiać z policjantami. I tu się zaczyna problem, bo kierownictwo szkoły nie lubi kontaktów z przedstawicielami prawa.
Jak rozwiązać problem, czyli uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości? Zastosowano najprostszy sposób. Zamknięto bramy wjazdowe na teren szkoły. Skoro nikt nie zaparkuje, to nikt sobie samochodu nie uszkodzi, więc problem z głowy.
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- następna ›
- ostatnia »