Astmatyk
Bardzo nie lubię chodzić do lekarza, no ale czasami trzeba. Skoro już nawet mnie denerwuje ten uporczywy kaszel pojawiający się w losowych sytuacjach, to trzeba coś z tym zrobić. Może nawet jakieś zwolnienie będzie potrzebne?
Specjalista pulmonolog osłuchał mnie i wysłuchał, obejrzał zdjęcia płuc, kazał dmuchać w rurkę (spirometria), po czym stwierdził, że wstępna diagnoza wskazuje na astmę oskrzelową. Zapisał leki i polecił zgłosić się za miesiąc. Jeśli okaże się, że leki pomogły, to znaczy, że diagnoza jest trafna. Jeśli nie, to się zobaczy.
Czuję się trochę jak królik doświadczalny, ale mam wewnętrzne przeczucie, że diagnoza jest trafiona.
Szpitalny tydzień
Pod koniec lutego wybrałem się na rekolekcje dla nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej. Takie rekolekcje organizowane są w diecezji raz w roku i ich odbycie jest obowiązkowe, jeśli chce się kontynuować posługę. Rekolekcje rozpoczęły się w piątek wieczorem, a już w sobotę przed południem dostałem wiadomość, że Dorota jest w szpitalu. Wróciłem tak szybko, jak tylko mogłem. Na szczęście to nie było nic poważnego – bardzo silny nerwoból. Skończyło się na strachu, ale muszę przyznać, że bardzo tę sytuację przeżyłem.
Później zachorowała Karolina, od środy nie chodziła już do przedszkola, ale przeziębienie szybko jej przeszło.
Gimnastyka
Przegląd zdjęć, o którym niedawno pisałem zakończył się pozytywnym aspektem. Zobaczyłem siebie na niektórych zdjęciach i zobaczyłem człowieka z wydatnym, nieproporcjonalnym do reszty ciała brzuchem. Strasznie się zaniedbałem i dzięki tym zdjęciom zacząłem codziennie kilkanaście minut poświęcać na gimnastykę (rano i po południu).
Co prawda minęło dopiero kilka dni, może to taki słomiany zapał jak zwykle, ale jestem zadowolony. Lepiej się czuję, mniej boli mnie kręgosłup i mam jakąś tam satysfakcję. Dopinguje mnie rodzina, a Karolina wręcz domaga się wspólnych ćwiczeń.
Nie mam specjalnych nadziei na to, że schudnę. Do tego musiałbym mocno zmienić swój dotychczasowy styl życia. To jednak wymagałoby ode mnie o wiele więcej wysiłku i samozaparcia. Mam wrażenie, że jeszcze nie jestem gotowy do podjęcia takiego wyzwania.
Tydzień
piątek, 3 sierpnia
Mama dzwoni do mnie, że tata jest w szpitalu. Zasłabł w pracy i chyba stracił przytomność. Leży na oddziale wewnętrznym z podejrzeniem, że przyczyną są problemy z sercem. Po badaniach na oddziale Intensywnej Opieki Kardiologicznej lekarze stwierdzili neurologiczną przyczynę kłopotów i przeniesiono ojca na oddział neurologiczny. Tata jest przytomny, ale skarży się na silne bóle głowy i senność.
sobota, 4 sierpnia
Ok. godz. 11:30 mama pojechała do szpitala i kiedy razem z pielęgniarką przebierała tatę w świeżą piżamę ojciec stracił przytomność i przestał oddychać. Po natychmiastowej reanimacji tata został przewieziony na oddział Intensywnej Opieki Medycznej, gdzie podłączono go do respiratora.
niedziela, 5 sierpnia
Razem z Dorotą pojechałem odwiedzić tatę w szpitalu w Śremie.
10 dni
Przeżyłem 10 dni prawdziwego sprawdzianu ojcostwa. Moja kochana żona znalazła się w szpitalu z powodu problemów ze słuchem, a ja zostałem w domu i miałem za zadanie zająć się dzieckiem. Córcia zachorowała 7. dnia na tyle poważnie, że konieczna była wizyta u lekarza i wolne od pracy. Dziesięć dni zdany tylko na siebie i ewentualną pomoc teściowej. Bałem się tego, były też momenty wątpliwości, czy dam radę, czy sobie ze wszystkim poradzę. Na szczęście od poniedziałku wszystko wróciło do normy, wszyscy już są zdrowi i zadowoleni z życia, a najbardziej chyba ojciec.
To był trudny i wyczerpujący czas, ale jednocześnie wartościowy. Uświadomiłem sobie wiele spraw i chyba trochę poprzestawiałem swoją hierarchię wartości.