wakacje

Plany wakacyjne

Od tygodnia są wakacje, ale ja dopiero teraz je odczułem. W poniedziałek i wtorek byłem na szkoleniu, w czwartek poszedłem zrobić kopię danych w księgowości, a w piątek zreanimować jeden komputer. Mam nadzieję, że od dzisiaj już nic nie zakłóci mojego wypoczynku od szkoły.

Przeszło dwa tygodnie wakacji (druga połowa lipca) chcemy spędzić na rekolekcjach Domowego Kościoła w Rościnnie. Trochę się tego czasu obawiamy, ale jednocześnie mamy nadzieję, że dostaniemy na rekolekcjach siłę do dalszego wspólnego funkcjonowania według Bożych zamiarów.

W sierpniu chciałbym poodwiedzać znajomych i rodzinę. Niektórych nie widziałem już kilka lat! Będzie trzeba tylko dopasować się do dyżurów Doroty, która w tym czasie będzie już w pracy.

O wakacjach

Niby od kilku dni mam wakacje, ale w tym roku są jakby inne.

Po pierwsze: nie mogę sobie nic zaplanować. Muszę czekać na termin egzaminu na nauczyciela mianowanego i na wyprowadzkę poprzednich właścicieli naszego mieszkania. Bez znajomości tych dwóch dat nie jestem w stanie niczego zrobić.

Po drugie: co to za wakacje, skoro i tak muszę pojawiać się w szkole. Wczoraj jedno spotkanie, w piątek następne, od początku lipca dwa kolejne zadania, które nie wiadomo ile potrwają.

Po trzecie: nic mi się nie chce. To jest jednak objaw permanentny i nie dotyczy jedynie okresu wakacyjnego.

Rozruch organizmu

Mało ostatnio piszę, bo i czasu niewiele na blogowanie. Koniec wakacji jak zwykle wiąże się z uruchamianiem organizmu, który przez 2 miesiące zdążył się zasiedzieć. Za to po dzisiejszym dniu na pewno jestem już rozruszany i gotowy do walki. ;-)

W tym całym zamieszaniu najbardziej denerwuje mnie niefrasobliwość różnych ludków, którzy organizując spotkania i zebrania (w których uczestniczę całkowicie filantropijnie) zupełnie nie liczą się z moim cennym czasem i przeciągają nasiadówki w nieskończoność. Wczoraj kilka godzin mógłbym o wiele lepiej wykorzystać, a tak poszedłem na lekcje zupełnie nieprzygotowany, bo zabrakło mi czasu.

Brak ciekawych informacji

Jak już pisałem, nie mamy ostatnio telewizora, więc zrozumiałe jest, że siedzę więcej przy komputerze i poszukuję ciekawych informacji w Internecie. No i tu pojawia się problem. Nie wiem, co się dzieje, ale nie mam co czytać. Kanały RSS bardzo szybko przestały dostarczać treści. Nadrobiłem lekturę grup dyskusyjnych, przejrzałem profile znajomych na naszej klasie, po raz kolejny zajrzałem na interesujące mnie blogi i na tym koniec. Cała reszta to papka przeznaczona nie wiadomo dla kogo i o czym.

No ja rozumiem, sezon wakacyjno-urlopowy, ludzie siedzą na plaży albo łażą po górach, więc nie mają czasu i chęci na ciekawe pisanie w internecie. Tylko czemu akurat wtedy, gdy ja mam ochotę i czas (bo pogoda deszczowa) na to, żeby ich poczytać? Paskudni egoiści.

Sezon ogórkowy

Wypadałoby coś napisać, chociaż sezon ogórkowy w pełni i myśli nie za bardzo chcą się układać w zdania.

Wczoraj popsuł nam się telewizor, więc mamy przymusowy weekend bez grającego pudła. Nawet mi się to podoba, bo widać, ile czasu zajmowało wcześniej bezmyślne przeskakiwanie z kanału na kanał. Teraz gra sobie radio, my gramy w gry planszowe i generalnie jest spokojniej w domu. Trochę szkoda, że pogoda jest deszczowa, bo mamy jeszcze kilka placów zabaw do obskoczenia.

Od dzisiaj mam w końcu wakacje, wczoraj skończyłem z bardzo pozytywnym wynikiem ostatni semestr studiów podyplomowych i mogę odpoczywać. Jest też kilka spraw do nadrobienia, może zdążę z nimi do końca sierpnia…